Głosy w głowie Czarnego Konia? Biedak… Nieprzerwanie od sześciu lat słyszy 4 szepty. Czy to choroba? Może powinien udać się po pomoc do specjalisty? Nic bardziej mylnego:)

„Cieszę się, gdy ktoś może powiedzieć, że zarażamy klimatem; jednak osobiście trochę boję się historii. Nie chciałbym, żeby Ars Independent zastygało w schematach. Zależy nam by wciąż i wciąż otwierało się na nowe”

Ponownie na kozetkę zaprosiłam całą gromadkę gości: Gabę, Matyldę, Bartka, Bastka, Jacka, Maćka i Przemka. Co ich łączy? Ars Independent Festival, który w dniach: 25-30 września 2018 r. zagalopuje do Katowic. Nie może Was zabraknąć!

Bartek:

Już dzisiaj, na chwilę przed tegoroczną edycją, pracujemy nad rokiem 2019. Po głowach krążą nam różne pomysły, o których gadamy na bieżąco – nie wszystkie nadążamy wciągnąć w nadchodzący program. Często wolimy fajny pomysł przenieść na przyszłoroczną edycję, zostawić sobie dodatkowych kilka miesięcy pracy, by go solidnie opracować merytorycznie dla festiwalowiczek i festiwalowiczów.

Warto tutaj wiedzieć – zza kulis organizacji festiwali – że przynajmniej drugie tyle czasu co programowanie i jego opisanie zajmuje często kontakt z twórcami czy właścicielkami praw do utworu. Nierzadko też na tym etapie, ze względu na oczekiwanie tygodniami na maila czy telefon zwrotny, niejeden pomysł się spalił, bo deadliny już dawno minęły.

Programując festiwal nigdy nie wymyślamy motywu przewodniego. Zależy nam na tym, by to co zobaczycie na Arsie było możliwie aktualne. Kuratorki i kuratorzy poszczególnych filarów programowych – Gaba, Maciek, Jacek i Matylda – oraz pozostałe osoby programujące imprezę mają wolną rękę, autonomię dobierając co Wam pokażą. Jednak przy całej tej różnorodności, mnogości i świeżości w efekcie co roku klaruje się samorzutnie pewien klucz czy lajtmotif. Jest on jednak nie tyle skutkiem naszego odgórnego rozmysłu, a raczej wynika z jeszcze wyższej struktury: z tego co wisi w powietrzu, tego co przewija się w twórczości debiutujących autorów i autorek w danej chwili. I co początkowo było dla nas zaskakujące – jest to wspólna optyka niezależnie od medium. Czy to w grach wideo, czy w teledysku – to samo siedzi na żołądkach i w sercach młodych.

Bastek:

Technologiczna skóra. Cyberiadowe odloty to coś co jest dla mnie koniecznością przy jakimkolwiek evencie, który ma być aktualny. Nawiązując do tego, co powiedział Bartek – nierzadko kontakty z twórcami są na tyle utrudnione, że mija czas kiedy można wyprodukować na festiwal coś, co siedzi w głowie od dłuższego czasu. Marzy mi się post- lub transhumanistyczny wątek na Arsie – zaangażowanie środowisk hakerskich, biotechnologicznych, które łączyć będą koncepcyjnie gry, prace wideo i realne wykorzystanie technologii na ludzkiej skórze. Sztuka współdziałająca z nauką na wysokim poziomie. To, czego naprawdę potrzeba, to myślenie wykraczające poza humanizm i audiowizualność, doświadczenie modyfikujące zmysły ludzkie za pomocą techniki i pokazujące to, co zwykle dzieje się za zamkniętymi drzwiami laboratorium.

Obecnie mało jest takich festiwali w Polsce. Mamy jedynie biennale Centrum Sztuki Wro, działania prowadzone wokół aktywności Centrum Sztuki Łaźnia oraz mało znany krakowski Patchlab Festival – inicjatywy te faktycznie gromadzą wypowiedzi na temat zmieniającej się rzeczywistości w kontekście przekraczania aktualnej natury ludzkiej.

Biohakerstwo i cała otoczka wokół tego to mega aktualne tematy, podejmujące wątki niedalekiej przyszłości człowieka – szczególnie w kontekście Sophii czy Neila Harbissona. Głośne postacie, które powoli przebijają się do świadomości społecznej, za sobą mając gromadzącą się armię twórców bio-modyfikujących swoje życie, działających na żywej materii.

Przemek:

Cieszę się, gdy ktoś może powiedzieć, że zarażamy klimatem; jednak osobiście trochę boję się historii. Nie chciałbym, żeby Ars Independent zastygało w schematach. Zależy nam by wciąż i wciąż otwierało się na nowe.

Matylda:

Reżyserzy nadsyłający do nas prace to najczęściej ludzie świeżo po studiach, zaczynający swoją twórczą drogę. Napływają do nas zgłoszenia z całego świata, więc ciężko w paru słowach podsumować tematykę prac.

Są to tematy typowe dla każdego pokolenia: miłość,  miejsce człowiek w świecie, szukanie własnej drogi życiowej czy samotność. Obok nich pojawiają się twórcy osadzający tematykę swych prac w bieżących wydarzeniach politycznych czy gospodarczych.

Maciek:

W Mieście Ogrodów od trzech lat cyklicznie odbywa się Muzykodrom, świetny program edukacyjny dla najmłodszych, za którym stoi pedagożka i muzyczka Asi Mina. Parokrotnie byłem świadkiem tych zajęć i widząc jak dobry jest ich odbiór, a jednocześnie jak wielkie jest na takie działania zapotrzebowanie, pomyślałem że Ars także powinien wygospodarować okienko programowe skierowane dla młodego widza. Stąd pomysł na Czarne Kucyki Wideoklipu.

Młodym uczestnikom festiwalu chcemy zaprezentować set teledyskowych coverów, ale także trochę opowiedzieć o tym fenomenalnym zjawisku, gdzie jeden utwór może mieć wiele wspaniałych odsłon muzycznych i oczywiście nowych wersji wizualnych. Jednocześnie od początku widza młodego chcemy traktować jak pełnoprawnego festiwalowicza. Pokaz organizujemy nie rano, ale w weekendowe popołudnie – czyli w festiwalowym prime timie. Dbamy także o jakość kontentu prezentowanego w bloku. Nie chcemy infantylizować treści dla młodego widza. Jestem przekonany, że dzięki takiemu podejściu także rodzice czy opiekunowie nie będą się nudzili podczas pokazu i znajdą tam dla siebie coś wartościowego.

Jednocześnie dla nas Czarne Kucki Wideoklipu będą też trochę takim festiwalowym papierkiem lakmusowym. Chcemy zobaczyć jak pokaz zostanie przyjęty i jaka będzie finalnie frekwencja, ale wierzę głęboko że ta formuła się sprawdzi i że ma długofalowy sens. Myślę że za rok, podczas dziewiątej odsłony Arsa znajdzie się jeszcze więcej miejsca na takie pokazy, bo przecież dorasta nasza publiczność, a my chcemy dorastać razem z nią!

Jacek:

Pewnie, że mamy – bogatą i dość wyjątkową na tle innych krajów, bo historia gier w Polsce to m.in. państwowe zakłady czy wyjątkowa relacja naszego przemysłu z piractwem. Składa się na to też bogata kultura grania na komputerach, przez którą przeciętny gracz z Polski ma nieco inny, unikatowy kanon interaktywnej klasyki.

Co do tego, jak wyglądamy na tle reszty świata… Myślę, że najlepiej przedstawiają to dwa obrazki. Pierwszy: “Cyberpunk 2077” twórców “Wiedźmina”, który na tegorocznych targach E3 był jednym z najjaśniejszych punktów całej imprezy, na której pokazuje się tony gier. A to jest tylko jeden tytuł z naszego kraju, na który masy czekają z wypiekami. “Zagranico” słyszy się “gra z Polski” i każdy gracz czy dziennikarz przynajmniej sprawdzi, o co chodzi. Drugi: coraz mniej u nas nagłówków zaskoczonych dobrą, polską grą. Czasem wręcz muszę specjalnie doczytać, że jakaś produkcja powstała u nas, albo orientuję się dopiero na napisach końcowych. Jak polskie studio wypuszcza “crapa”, to traktujemy to jak wypadek przy pracy, bez utyskiwania jak kiedyś, że znowu się nie udało. Nie mamy już kompleksów.

Jacek:

To nasz showcase niezależnych tworów interaktywnych – nowych gier, prototypów, wersji beta, także innych form, które trudniej zaklasyfikować. Zależy nam na oddaniu chociaż jednej dziesiątej tego klimatu komputerowej giełdy, gdzie przychodziła kupa ludzi obejrzeć kupę różnych rzeczy. Przede wszystkim zaś chcemy przedstawić przeróżne, dziwne gry trochę dla publiki innej niż typowego wydarzenia z grami.

Zwykle na showcase’ach spotykasz rasowych graczy, kolegów z branży czy dziennikarzy. Na Nocnej Giełdzie, z racji publiki Ars Independent i trwającej w tym czasie Nocy Galerii, łatwiej jest spotkać kogoś, kto może twórcy dać nieco inny feedback – a przy okazji zobaczy coś, o czym wcześniej nigdy by nie pomyślał.

Gaba:

Jak zwykle nasza publiczność będzie mogła zobaczyć animację fantastycznych młodych twórców w konkursie Czarnego Konia Animacji. Oprócz tego zobaczymy trzy pozakonkursowe, tematyczne sety animacji. Na dorobku zagranicznej uczelni skupi się w tym roku set Animacje zza Odry, czyli etiudy z jednej z najbardziej prestiżowych szkół filmowych na świecie, czyli niemieckiej Filmakademie Baden-Württemberg.

“Stop!Motion!” pokaże pełne spektrum wykorzystania tej coraz bardziej tracącej na popularności w mainstreamie techniki (choć dalej żywej, jak pokazuje np. tegoroczna “Isle of Dogs” Wesa Andersona). Zobaczymy zarówno filmy całkowicie wykonane w tej technice jak i łączone z animacją cyfrową.

Znowu zestaw “Koń by się uśmiał” łączy tematyka: będzie to luźny set animacji zabawnych. Bardzo często w naszych konkursach filmu i animacji pojawiają się produkcje w gatunku dramatu, stąd pomysł na set będący kontrastem dla tego. Zobaczmy w nim m.in. historię o dorastaniu, oryginalną formalnie interpretację znanej bajki, dzieło młodych polskich twórców o aktualnej tematyce oraz dwie animacje ukochane przez publiczność z poprzednich edycji festiwalu.

Naszych widzów czeka także pokaz dwóch filmowych animacji: jeden z muzyką na żywo – radziecka “Królowa śniegu” z lat ‘50 – a drugi to debiut pełnometrażowy jednego z najzabawniejszych (w czarno-humorzastym wydaniu) współczesnych animatorów. Czyli Dona Hertzfelda “It’ Such a Beautiful Day”. Twórca, który mimo sukcesów i powszechnego uznania, dalej pozostaje twórcą niezależnym, bez kompromisów dla swojego stylu i poruszanej tematyki.

Matylda:

Do konkursu filmowego zgłoszono około 200 filmów, jak wspominałam wcześniej zgłoszenia napływają z całego świata. W tym roku nadesłano prace między innymi z Chile, Kosowa, Francji czy Niemiec. Oczywiście wśród nich są też produkcje polskie, nie stanowią jednak większości.

Przemek:

Film chodzi za nami już od kilku lat. Jest to najwspanialszy przykład techniki znalezionego obrazu (found footage) jaki spotkałem. Film z jednej strony opowiada historię prostą jak brzytwa: o spotkaniu kobiety i mężczyzny, a z drugiej strony jest hołdem dla kina i kinofilii.

Do napisania nowej muzyki i ścieżki dźwiękowej dla filmu, którą usłyszymy na żywo, która będzie starała się odpowiedzieć na to, co na ekranie, poprosiliśmy wieloletnich przyjaciół festiwalu – utalentowane, katowickie trio Bękarty Bacha. Przyznam, że podłożyliśmy im tym samym  świnię, bo stoi przed nimi naprawdę trudne zadanie.

Przemek:

Na zamknięcie właśnie “Ladies & Gentlemen”. Tytuł otwarcia znowu, wraz z konkursowymi nominacjami i garścią ostatnich pozakonkursowych tytułów, zdradzimy dopiero we wrześniu.

Bartek:

Na pewno highlightem tegorocznej edycji, z tego co wnet ujawniamy, będzie live act Władysława Komendarka – ojca elektroniki w Polsce – którego usłyszymy w Jazz Clubie Hipnoza. Człowieka będącego definicją awangardy i eksperymentu, który od lat ‘80 przesuwał granice polskiej muzyki elektronicznej.

Znowu z filmowych tematów, na które warto zwrócić uwagę – ale jak to na Ars Independent w multimedialnym kontekście – seans “Królowy Śniegu”, o której wspominała Gaba. Ten klasyk radzieckiej animacji z 1957 roku zobaczymy i posłuchamy z muzyką na żywo. Specjalnie na festiwal, free jazzowy duet Maksimowicz / Gotesman z Litwy, skomponował i zagra dla nas na sali kinowo-teatralnej katowickiego Pałacu Młodzieży nową ścieżkę muzyczną.