„Ruda tańczy jak szalona!”

Wiecznie niepokorny grecki reżyser Yorgos Lanthimos zrobił obraz zupełnie inny niż poprzednie. Szalona, bezczelna, bogata wizualnie i pełna dezynwoltury interpretacje kawałka historii brytyjskiej monarchii. Do tego dużo pikanterii, wątków feministycznych i homoseksualnych. Brzmi ciekawie?

Bohaterki filmu to trzy kobiety, które uwikłane są w widowiskowy trójkąt zależności. Królowa Anna (nominowana do Oscara Olivia Colman) straciła kontakt z rzeczywistością i bardziej niż aktualne sprawy polityczne, angażują ją jej króliki i makijaż borsuka. Sprawami dworu i państwa zajmuje się więc najbliższa przyjaciółka, Lady Marlborough (FENOMENALNA Rachel Weisz, również nominowana do Oscara). Kierowana patriotyzmem i po części prywatnymi pobudkami, jako że jej mąż zarządza siłami zbrojnymi, księżna jest zdeterminowana kontynuować wojnę z Francją. W końcu pojawia się ta trzecia… Abigail Masham (Emma Stone -też nominacja!), zubożała szlachcianka, którą ojciec przegrał w karty i musiał oddać pewnemu Niemcowi o cienkim członku. Niewiasta jest daleką kuzynką Lady Marlborough i liczy na znalezienie u niej jakiejkolwiek pracy. I trafi prosto do kuchni. Jednak jej ambicje są o wiele większe. Dzięki sprytowi i doskonałym umiejętnościom społecznym, Abigail szybko wykorzystuje bliskość królowej, by poprawić swoją pozycję na dworze.

1

Reżyser w niesamowity sposób utkał psychologiczny thriller. Zanurzony w ironiczny humor znany z „Lobstera”. Jednak Lanthimos pilnuje, by z każdym kolejnym rozdziałem, widz czuł coraz większy niepokój. „Faworyta” bowiem cały czas balansuje między groteską a barokowością kina kostiumowego. Bez popkultury i usilnego uwspółcześniania spod grubych sukien królewskich wyciągnął twarze pełnokrwistych kobiet. Kobiet cierpiących tak samo jak „zwykli śmiertelnicy”.

Przepiękne zdjęcia, kadry i perspektywa rybiego oka całkowicie nas pochłaniają! Dodatkowym plusem jest niewymuszona muzyka, raczej powtarzane szarpanie za smyczki. Doprowadza to do sytuacji, w której czujemy klaustrofobiczne klimaty i na skraju fotela czekamy na kolejne rozdziały.

Lanthimos fenomenalnie wygrywa napięcia na linii Sarah – królowa – Abigail. Nigdy do końca nie wiadomo, kto tu kim naprawdę manipuluje. Kto jest ofiarą, a kto oprawcą? Komu należy współczuć, a kogo potępić? Bohaterki niczym aktorzy w greckim teatrze co chwila zakładają i zdejmują kolejne maski. Ów gąszcz dwuznaczności dostarcza odtwórczyniom głównych ról szansę na stworzenie wyrazistych, zapadających w pamięć kreacji.

Emma Stone in the film THE FAVOURITE. Photo by Yorgos Lanthimos. © 2018 Twentieth Century Fox Film Corporation All Rights Reserved

„Faworyta” to bez wątpienia najbardziej przystępny utwór w filmografii Lanthimosa. Aktorzy nareszcie nie grają na granicy katatonii, dialogi są soczyste, z kolei inspirowana autentycznymi zdarzeniami intryga przedstawiona jest klarownie i bez większych udziwnień. Na królewskim dworze dziecinada kroczy pod rękę z okrucieństwem, a spod sformalizowanych salonowych rytuałów co rusz wypełza perwersja. Nic więc dziwnego, że „Faworyta” przypomina fabułą i groteską „Amadeusza” w reż. Miloša Formana (1984).

Intryga jest jasna, a postaci uprawiają doskonałą szermierkę słowną. Tną się całymi zdaniami, ranią, czasem przeprowadzają atak z flanki, bezpośrednio i przy użyciu osób postronnych. Zawsze mają jeden cel, dostąpić zaszczytu bycia przy schorowanej królowej, łaski przebywania w pięknych komnatach i rozkoszowania się perwersyjnymi, często dziecinnymi zabawami. Jak ja lubię takie soczyste akcje!

Szukacie doskonale napisanej czarnej komedii, z wieloma trafnymi puentami i zapadającymi w pamięć dialogami? Dobrze trafiliście!  „Faworyta” jest naszpikowana całym wachlarzem emocji i do samego końca nie wiesz co się jeszcze może wydarzyć (a wydarza się mnóstwo!) Kamera próbuje nadążyć za zmiennym nurtem relacji w trójkącie destrukcyjnych uczuć, pożądania i manipulacji.

Najlepiej film podsumował Piotr Guszkowski, z którym się zgadzam w 100%:
„Faworyta” przypomina fikuśny, pięknie zdobiony tort, który – mimo ton lukru – przy kolejnym kęsie ujawnia inny smak. Słodycz przełamano pikantnością czy goryczą. Chcemy nakładać więcej i więcej. Zarazem, mimo całej tej dezynwoltury, to najbardziej przystępny w formie film twórcy „Kła” i „Lobstera”. Może dlatego przewodzi oscarowej stawce ex aequo z „Romą” (po 10 nominacji)?”. – źródło

9/10